Przejdź do głównej zawartości

Czego nauczyła mnie Dora?


Wśród ulubionych bajek moich córek, między Psim Patrolem, a Świnką Peppą stałe miejsce w naszym telewizyjnym rozkładzie jazdy mają przygody Dory. Mała dziewczynka wraz z przyjaciółmi raz po raz powstrzymują niejakiego rabusia przed niecnym występkiem.

Co ciekawe, Dora, małpka Butek i wszyscy inni bohaterowie serialu są dwujęzyczni. Co jakiś czas, kiedy o czymś opowiadają, wtrącają słowo po angielsku, prosząc o powtórzenie. Oczywiście, moje dwie telewidzki jak zahipnotyzowane odpowiadają, nawet nie wiedząc, że właśnie się uczą.

Niestety, sytuacja nauki przez zabawę czasie studiów nie zawsze (łagodnie mówiąc) jest możliwe, co nie znaczy, że nie można sobie nauki jakoś uprzyjemnić (nie jestem pewien, czy takie słowo istnieje), a przynajmniej ułatwić.

W szkole podstawowej nauczyciele dyktują nam notatki, wychodząc z całkiem słusznego założenia, że uczenia się trzeba się nauczyć i siedmiolatek jeszcze nie wie, jak przelać na papier esencję słów pani z przyrody. Problem w tym, że zamiast eliminować przyczynę, oświata idzie na łatwiznę, działając na skutek. W liceum rzuceni na głęboką wodę notowania samemu, najczęściej metodą prób i błędów dochodzimy do tego, co zapisywać i jak sprawić potem, żeby materiał zapamiętać, utrwalić i potem z niego korzystać.

Jako człowiek z natury roztrzepany notatki robiłem chaotycznie, czasem w formie strumienia świadomości, co sprawiało, że, kiedy zbliżał się termin sprawdzianu czy egzaminu musiałem prosić o materiały kolegów.

Entuzjastycznie przyjąłem więc informację, że podczas studiów na WSB realizowany jest m. in. przedmiot "Metody efektywnego uczenia się i tworzenia prac projektowych".  Ten blog jest próbą syntezy wiedzy zdobytej podczas wykładów i jej praktycznego wykorzystania. Ponieważ w blogowanie, w różnych formach, "bawię się" od ponad 15 lat, czuję, że, niczym moje dzieci przy oglądaniu Dory, będzie to nauka przez zabawę.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

I'm the map